Historia o pewnym Kocie!
Autor Wiadomość
 west 
Zasłużeni
widoczni.org



Informacje
wielkopolskie

LPG: Nie
Imię: Bartek
Pomógł: 43 razy
Wiek: 37
Dołączył: 12 Gru 2007
Posty: 1485
Skąd: Księstwo Poznańskie
Wysłany: 1 Grudzień 2009, 09:50   Historia o pewnym Kocie!
   Moje auto: Porshe 911


OSOBY WRAŻLIWE NA BRZYDKIE SŁOWA PROSZONE SĄ O OPUSZCZENIE TEMATU!


> Posiadam.
>
> Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze
> schroniska, rasy małe kocie.
>
> Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to
> to bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to
> trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie
> pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią
> biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć
> terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem.
>
> Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje
> się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie
> karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że
> to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem
> małżonki- nie nastręcza mi to wiele problemów.
>
> Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania
> łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do
> którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może
> spokojnie pomyśleć.
>
> Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za
> sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i
> "myśleć". Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej
> niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc.
> I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze
> mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć
> coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to
> ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i
> otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia po prostu.
>
> Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa
> na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w
> szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy
> wiadomo- wąż.
>
> Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do
> domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to
> zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja
> toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc
> spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest
> cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez
> okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam
> wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego
> parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie
> zdążył miauknąć. No ja pierdolę. Nie ni chuja to niemożliwe jest.
> Przecież nawet taki mały kot jest kurwa za duży- żeby przejść tym
> syfonem.
>
> Ale słyszę tylko pizdut- oż kurwa no to nie mogło mi się zdawać- coś
> ciężkiego poszło w pion. Kurwa wszyscy święci w trójcy jedyny Boże,
> ukazali mi się przed oczami. Kot kurwa popłynął wprost w odmęty prawego
> dopływu królowej polskich rzek. Lecę kurwa na dół do piwnicy- choć może
> powinienem od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla,
> znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej
> kilka dni może się nie połapie.
>
> Ale członek – najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś
> drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest kurwa, żyje i
> nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to członek
> przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn
> naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie
> uwierzy za chuja trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie
> i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i
> wołam. Kici kici. Ni chuja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten kurwa
> głąb zamiast przyjść do mnie to kurwa chce iść tam skąd przyszedł czyli
> do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie
> kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.
>
> No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny.
> Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni chuja-
> uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby
> włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire-
> ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami
> którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie
> dalej i z buta na górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I
> bieg do piwnicy.
>
> Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.
>
> Wbiegam do piwnicy i kurwa koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no
> może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w członek i kota też nie
> słychać już.
>
> Ja pierdolę. Kurwa gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że
> kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko
> stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę,
> jest studzienka- mam nadzieję, że to od mojego domu.
>
> Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić.
> Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni
> cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na
> ulicy- mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas,
> wsteczny- poszło aż zakurzyło.
>
> Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.
>
> Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda,
> że idzie od mojego domu. Latarka. Kurwa mam w aucie, chujowa ale może
> starczy.
>
> Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili.
> Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici,
> kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja
> pierdolę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi
> a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą
> jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.
>
> Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł
> głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł
> do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę
> tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko
> trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie wpierdolił bo na
> ulicy ciemno.
>
> Sąsiad kurwa- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak
> próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz członek
> złamany stoi i się dopytuje.
>
> Co mam mu kurwa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?
>
> Idźżesz w członek pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i
> pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria
> i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się
> przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech
> ma za swoje.
>
> Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko
> gotowe- więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam
> wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie
> dobrowolnie.
>
> Kurwa drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko,
> teoria samospełniającej się przepowiedni działa- kurwa ludzie to są
> barany.
>
> Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam
> dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma chuja to go musi wygonić albo
> utopić.
>
> Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego skurwiela dalej nie
> wylało z kąpielą.
>
> Kurwa mać- urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma
> tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w członek- jak się to gdzieś
> przytka to będę miał przejebane.
>
> Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten pierdolony dekiel.
>
> Wchodzę- a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja
> pierdolę! Jak on kurwa wyszedł- którędy? Ano kurwa wziernikiem w
> piwnicy- zostawiłem otwarty. Ja kurwa stoję i marznę a ten gnój tarza
> się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości
> włazi na mnie. Kurwa mać. Przynajmniej kuleje.
>
> Straty- zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana
> piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na
> piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy-
> poszedł w członek, latarka- w członek, pogrzebacz w członek.
>
> Afera na ulicy jak członek.
 
     
 Devil73 


Informacje
lodzkie

Dołączyła: 10 Paź 2009
Posty: 7
Skąd: W-wa / Opoczno
Wysłany: 1 Grudzień 2009, 15:44   

:nocom:
:hah:
 
 
     
 HaZeT 



Informacje
dolnoslaskie

LPG: Nie
Wiek: 28
Dołączył: 11 Paź 2009
Posty: 9
Skąd: Wałbrzych
Wysłany: 4 Grudzień 2009, 17:04   

Ja pie :krzyk:e hahahahhahahahahhaha
Ostatnio zmieniony przez west 4 Grudzień 2009, 17:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Forum Opel Corsa - Fan Klub
» Offtopic - na każdy temat! » Wolna amerykanka » Humor » Historia o pewnym Kocie!
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  



   Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Sitemap

   Projekt wykonany przez Kaszubski, dla klubcorsa.pl- wszelkie prawa zastrzeżone.
   Kopiowanie postanowień graficznych i elementów ze strony bez zgody administracji- zabronione.